|--> Linki
`--> 

Preferowany język: English polski
Radosław Nowakowski
Czas-Książka - Książka-Czas
Tekst z katalogu 8 Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Książki "CZAS" 2006-2008.
Pobierz:

Czas-Książka - Książka-Czas

Jest taki pałac w Polsce, który ma cztery wieże, bo tyle jest tutaj pór roku. Ma dwanaście sal (balowych), bo tyle jest tutaj miesięcy. Ma pięćdziesiąt dwa pokoje, bo tyle jest tutaj tygodni. Ma także trzysta sześćdziesiąt pięć okien, bo tyle jest dni w roku nie tylko tutaj, ale na całym świecie... Podobno tak było, gdyż ów pałac został zrujnowany nieomal zaraz po tym jak go wybudowano ponad trzysta lat temu, a patrząc teraz na kikuty ścian trudno wykonać stosowne obliczenia. Nie wiadomo na przykład więc ile zużyto kamieni i cegieł, a może była to liczba zupełnie nieprzypadkowa. Nie można też wykluczyć rozwiązania hybrydowego, przypadkowo-nieprzypadkowego, gdzie rzeczy precyzyjnie przemyślane mieszają się z rzeczami całkowicie nieprzemyślanymi. Czym była ta budowla: ekstrawagancką rezydencją możnego rodu? siedzibą czarnoksiężnika, który chciał w murowanym kalendarzu uwięzić czas? pałacem Czasu?
Wszak czas jest pałacem.
Zapewne tak.
I my w nim mieszkamy.
Zapewne tak.
Lecz to tylko metafora. Czas niekoniecznie musi być pałacem wzniesionym z chwil-cegieł i z kamieni-minut. Nie wiadomo czym czas musi być. Nie wiadomo czy w ogóle musi być...

Nie ma w Polsce takiej książki, która składałaby się z czterech części, dwunastu rozdziałów, pięćdziesięciu dwóch akapitów i miała trzysta sześćdziesiąt pięć stron, tyle wyrazów ile minut i tyle liter ile sekund liczy rok. (Jest natomiast taka książka, która składa się z czterech tomów i każdy tom jest jedną porą roku. Jest także inna książka, która ma 365 kartek czyli 365 stron dziennych i tyleż samo stron nocnych.) Może wynika to stąd, że taka książka byłaby niemożliwa, ot choćby dlatego, że gdyby wyrazy miały być minutami a litery sekundami, to mogłyby w tej książce zostać użyte tylko wyrazy sześćdziesięcioliterowe – zakładając, że autor przyjąłby za obowiązujący babiloński system mierzenia czasu, mógłby przecież zastosować jakiś inny system, który wyeliminowałby tę trudność. Po części wynika to też stąd, że chyba nikt nie wpadł na taki pomysł. Nikt w Polsce. Ale chyba także nikt na świecie. CHYBA – bo przecież nie mam takiej pewności. Może gdzieś jest taka książka. Z całą pewnością nie ma jej na tej wystawie. Nikt takiej książki nie przysłał. Nikt takiej książki nie zgłosił.
Czym byłaby taka książka? Ekstrawagancką powieścią? Magicznym kalendarzem zdziwaczałego czasoksiążnika?
Czy taka książka byłaby czasem?
A niby dlaczego miałaby być?
Kalendarz nie jest czasem. Kalendarz jest tylko złudzeniem panowania nad czasem, wirtualną materializacją niematerialnego, wizualizacją niewidzialnego. I tyle.

Książka jest dziełem szczególnym. Szczególnym inaczej niż obraz czy rzeźba. Ale prawie tak samo jak muzyka. Obraz lub rzeźbę da się ogarnąć jednym rzutem oka – takie ogarnięcie w jednej chwili jest dla obrazu niezwykle ważne, ważniejsze chyba niż późniejsze tropienie i smakowanie szczegółów. Zawsze do tego ogólnego, całościowego, jednochwilowego oglądania wracamy, do niego się odnosimy, bo takie widzenie obrazu mówi nam o tym obrazie wszystko lub prawie wszystko. Chociaż książkę można ogarnąć jednym spojrzeniem, można ją zobaczyć całą od razu i w jednej chwili, to nie da się jej przeczytać całej od razu i w jednej chwili. Zobaczenie książki może nam o książce powiedzieć niewiele, nie wiadomo dokładnie ile, na pewno nieporównanie mniej niż to jest w przypadku obrazu lub rysunku. Piosenki czy symfonii też nie da się usłyszeć całej od razu i w jednej chwili. Czytanie książki i słuchanie muzyki trwa. Książka jest dziełem rozwijającym się w czasie, bo każda opowieść dzieje się w czasie podwójnie: jako sekwencja zdarzeń (zjawisk, procesów, przemyśleń, odczuć, itd.) w niej przedstawianych i jako opowiadanie o nich. Następstwo słów, znaków, symboli, pojęć, obrazów, dźwięków i czegoś tam jeszcze, nieważne jak to nazwiemy, jest istotą książki. Właśnie to następowanie czegoś po sobie (oczywiście obok manifestowania się jednocześnie – wszak tekst na stronie postrzegamy najpierw tak jak obraz) sprawia, że coś staje się książką (oczywiście mogą być różne rodzaje tego następowania-po-sobie, ale to już jest inny problem). Obraz pocięty na kawałki, rozłożony na warstwy i elementy, które potem trzeba by oglądać w jakiejś kolejności, lecz których nigdy nie można by zobaczyć jednocześnie bo uniemożliwiałaby to forma stosu, przestaje być obrazem... Ciekawe jak zabrzmiałby dowolny utwór muzyczny, gdyby wszystkie występujące w nim dźwięki zagrać nie jeden po drugim, ale jeden obok drugiego czyli jednocześnie (oczywiście zjawisko jednoczesności dźwięków nie jest obce muzyce, z całą pewnością nie jest jednak istotą muzyki) – ciekawe czy to w ogóle byłaby muzyka...

Strona: 1 2 >


Drukuj | Wyślij |
© 2006-2008 Sztuka Książki
webdesign Artur Jastrząb